Kochani… dziś piszemy do Was z miejsca, którego tak bardzo chcieliśmy uniknąć.
Błagamy o pomoc, bo sytuacja naszej fundacji jeszcze nigdy nie była tak dramatyczna.

Na koncie zostały nam środki tylko na najbliższe opłaty. I… to wszystko.
Za chwilę nie będziemy mieli z czego opłacić nawet podstawowych rzeczy, bez których nie da się prowadzić fundacji.

A tymczasem na biurku leżą faktury, które spłynęły w ostatnich dniach — ponad 50 000 zł.
Do tego jedna zaległa, gigantyczna faktura na ponad 62 000 zł.
Łącznie :112 tysięcy złotych długu.
Skąd mamy wziąć takie pieniądze? Nie wiemy. Naprawdę nie wiemy.

Nie dostajemy ani złotówki z budżetu miejskiego czy budżetów gmin na terenie których pomagamy, choć co roku przez nasze ręce przechodzi kilkaset porzuconych, chorych, skrzywdzonych kotów.
Każdy grosz zdobywamy sami — kiermasze, bazarki, kwesty, prośby, błagania.
Robimy wszystko, co możemy… ale to wciąż za mało.
A pomoc bezdomnym zwierzętom to studnia bez dna — i my właśnie jesteśmy na jej dnie.

Nasze miesięczne koszty przy średnio 330 kotach to około 100 000 zł.
Tonami kupujemy karmę i żwir.
Do tego profilaktyka: kastracje, szczepienia, odrobaczenia, czipowanie.
I leczenie… leczenie, które przy tylu kocich tragediach pochłania fortunę.
Plus media, czynsze, ZUS, księgowość, pensje opiekunów, którzy codziennie ratują te zwierzęta.

Pieniądze z 1,5% już się skończyły.
Środki z ostatniej zbiórki konkursowej — również.
A my stoimy pod ścianą.
I jedyne, co nam zostało, to Wasza pomoc.

Jeśli możecie — błagamy, wesprzyjcie nas.
Każda złotówka to realna szansa, że nie będziemy musieli zamykać drzwi przed kolejnymi potrzebującymi kotami.
Że nie będziemy musieli wybierać: zapłacić fakturę czy kupić karmę.
Że przetrwamy.

Ratujcie z nami te, które same nie poproszą o pomoc.

Link do zbiórki https://www.ratujemyzwierzaki.pl/snl-kryzysfinansowy